Na rozstajnych drogach stał
Czerń w kapturze, w ręku stal,
Deszcz zmył właśnie zapach krwi,
Gdy wszedł do zapyziałej wsi.
W oczach żar jak nocna ćma,
W dłoni klinga w tańcu gra.
Pół to człek, pół klątwy znak,
Zna go cisza, zna go strach.
Nie krzyż, nie modły, nie żertwa z ziół
Monet dźwięk i krew na pniu.
Unika chwały, nie zna snu, blizn ma tyle co ludzi stu.
Mówią, że duszy nie ma ni serca,
Że skradnie twą córę ze ślubu kobierca,
Parszywiec, banita, ochydny odmieniec
Nie idzie z nim nigdy w parze sumienie
Nie zapraszaj go, nie wypatruj,
Gdy w gaju trzeszczy, gdy noc powstaje.
Bo choć wybawi, choć ocali,
Zawsze wokół wszystko spali.
Comments (0)