Ej
Budzi mnie domofon z poleconym, że chcą mnie gdzieś wezwać
Jest zima człowieku, to pora, gdy chciałbym nikogo nie znać
Nie lubię zimna, nie pijam grzanego wina
Zapominam o noszeniu szronu, nie mam za dużo polarów
Za to dwieście par okularów (yeah)
Ulubioną parę zakładam
Choć nie ma słońca, jadę na herbatkę
Za długo nie mogę siedzieć w domu
Bo wiąży się to z moim upadkiem
Chodźmy na gadkę, mam taki lokal gdzie widać załupkę
Pośród zamarźniętych okien
Myślę sobie gdyby czerwiec był, nie siedzielibyśmy pod blokiem
Tylko wiem, że teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak ptaki
Teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak ptaki
Teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak ptaki
Teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak
Małe krople deszczu, gdy płyną po szkle
I niosą mnie tam, gdzie to życie to sen
Marzę o słońcu i marzę o wodzie
Za oknem mrok i jakoś tak gorzej mi zebrać się w garść
Bo teraz nam w deszczu moknie nam świat
I chcę lecieć tam, gdzie mnie poniesie brat tak w koło od lat
I czekam, aż ciepły zawieje wiatr
Chcę widzieć słońce częściej niż strach
Czekam od lat
Na nowy start, nie liczę strat
Chcę dziś od tak
Postawić maszt, by zniósł daleko tam
Gdzie wody mnie poniosą, będę tam
Gdzie wody mnie nie zniosą (ooo)
Teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak ptaki
Teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak ptaki
Teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak ptaki
Teraz byśmy pływali na Kawasaki
Latali między falami jak
Comments (0)